www.Rejtan.EU

Ktoś w rządzie zapomniał, że pieniądze w budżecie nie biorą się z Narodowego Banku czy innego ZUS'u, ale od ludzi. Pomijam już horrendalny VAT (23%) i podatki bezpośrednie. Ekonomistą jestem żadnym, umiem tylko liczyć swoje pieniądze. Ale, czy zamknięcie hotelu w Bieszczadach może wpłynąć na sprzedaż opon? Albo na sprzedaż autokarów?

Z pozoru oddalone od siebie gałęzie gospodarki łączy znacznie więcej, niż przeciętny oglądacz Wiadomości w TVP jest w stanie sobie wyobrazić. Załóżmy, że mamy sobie rodzinny hotelik w Bieszczadach, mający 50 łóżek i dający zatrudnienie czteroosobowej rodzinie oraz zatrudniający w sezonie dodatkowych kilku pracowników. Obiekt ten, aby być atrakcyjny musi cały czas inwestować w siebie. Raz na jakiś czas cały obiekt trzeba pomalować. Zatem, jakaś firma malarska z okolicy dostaje kontrakt. Raz na kilka lat wymienić/odnowić meble - i czy to będzie lokalny zakład stolarski, który przy okazji robi sobie reklamę, czy paździerzowe badziewie z marketu - meble trzeba zmienić. Podobnie z elektroniką w pokojach. Telewizory w pokojach to standard, więc albo trzeba je kupić, albo co jakiś czas część z nich wymienić. Podobnie z małymi lodówkami, czajnikami, mikrofalówkami. Ktoś to musi wyprodukować, zmagazynować, wysłać do hurtowni a następnie sprzedać. Pościel uprać - nieważne, czy będzie to prywatna pralnia gdzieś w piwnicy, czy profesjonalne usługi zewnętrznej firmy. No i na koniec - gości nakarmić, napoić. Zatem lokalny rolnik ma cały czas zlecenia na świeże produkty, mleko, sery, etc. Załóżmy, że mamy rok 2018 i ten hotelik ma obłożenie na poziomie 70%, czyli 35 klientów. Przekłada się to na 35 bochenków chleba, 350 bułek, 70 jaj, 3kg wędliny, 7kg schabu, kilogramy ziemniaków, etc. Ludzie wymieniają się średnio co tydzień, niektórzy przyjeżdżają z drugiego krańca Polski. Po drodze muszą przejechać, 200, 300 czy 700 kilometrów. Poza sezonem są to wycieczki dowożone autokarami. I teraz mamy klienta, Pana Krzysztofa ze Szczecina, którego Żona namówiła na uroczy tydzień w Bieszczadach. Ten, jeżdżąc cały czas w obrębie 30km od swojego miasta postanawia, że przed wyjazdem zmieni opony, bo mają już swoje lata i boi się, czy wytrzymają taką długą trasę. Ale również gdzieś w Szczecinie w jakimś garażu samochód pana Krzysztofa zostaje poddany przeglądowi przed wyjazdem i wymienione zostaną oleje, filtry i amortyzatory z tyłu. Jeżeli co tydzień przyjeżdża i odjeżdża 10 aut - w ciągu sezonu przynajmniej jeden będzie musiał skorzystać z usługi wulkanizacyjnej, bo coś się z kołem może stać w czasie drogi. Bo dostawca wędlin musi wyremontować układ zasilający chłodnie, piekarz zaopatrzyć się co tydzień w nową porcję mąki, stolarz w nowe noże do grubościówki. W Szczecinie hurtownia musi dostarczyć filtry i oleje do samochodu Pana Krzysztofa. Jednak, jechać na wypoczynek bez nowych ciuchów, pomyślała Pani Jarzynowa? Przecież gdzieś na wiosce będzie dancing, butów do chodzenia po górach nie ma odpowiednich, niemodne okulary etc.

Więc, taki mały, z pozoru mikroskopijny zakładzik pracy zatrudnia nie czterech członków rodziny, ale dzięki niemu funkcjonować może nawet i setka podmiotów. Kiedyś prowadziłem zakład z oponami, działający głównie w sezonie jesiennym i wiosennym, głównym działaniem była wymiana opon. W okolicy zakładów było wiele. Ktoś może powiedzieć: "Ale przecież opon nie kupuje się raz na rok" i - z doświadczenia - się z nim zgodzę. Zdarzało mi się montować opony 3,4 czy nawet 5 letnie, jeżeli miały odpowiednie parametry i "sporo" bieżnika. I czy Pan Krzysztof, wymieniając opony raz na kilka lat coś wpływa na poprawę działania branży oponiarskiej? Bez tego, zaplanowanego wyjazdu stwierdziłby, że poczeka do końca sezonu. Z drugiej zaś strony, w jednej wiosce w Bieszczadach może być kilka takich hotelików i przynajmniej jeden z klientów w czasie sezonu zmieni "przedwcześnie" opony. A jeżeli weźmiemy całe województwo podkarpackie, to rodzinnych miejsc "hotelowych" może być kilka czy nawet kilkanaście tysięcy. Jeżeli nawet 1% z wczasowiczów przeprowadzi "nadmiarowy" przegląd swojego auta, skorzysta na tym sporo zakładów naprawy aut w różnych krańcach Polski. Powiedzmy, 300.

Ktoś może powiedzieć: to tylko małe hoteliki, tylko czterech pracowników. Zamknięcie ich nie wpłynie źle na gospodarkę. Czy widział ktoś kiedyś kroplę wody? Jedna kropla nie może wyrządzić zbytniej szkody. Ale już kilka milionów kropel daje nam powódź. Tak więc zamknięcie hotelu w Bieszczadach sprawi, że konkretny warsztat w Szczecinie zarobi kilka procent mniej.

Podobnie rzecz ma się ze sprzedażą nowych autokarów. Jeżeli zamknięte pozostają hotele, branża przewozowa leży i kwiczy. Znam wielu Kierowców autokarów, którzy, aby zapewnić byt swojej Rodzinie przesiedli się na dostawcze busy wykonując bliższe lub dalsze trasy. Tylko dlatego, że ktoś postanowił, że w pokojach hotelowych, gdzieś pod łóżkiem może zostać "krwiożerczy wirus" firmy wyprzedają swoje pojazdy lub oddają leasingi (narażając się na koszty kar umownych etc). Zatem, jeżeli na rynku jest od groma "okazji" - nikt nie dzwoni do dealera aby zakupić nowy pojazd, który przez kolejny rok może stać na parkingu, zamiast zarabiać (nawiasem mówiąc, przebieg 150.000 km w rocznym autokarze turystycznym czy liniowym to nie jest nic szczególnego).

Nasi drodzy (w utrzymaniu) Politycy zapomnieli więc nie tylko o tym, że gospodarka to system naczyń połączonych, ale również o tym, że świat nie zaczyna się i kończy na subskrypcji HBO. Ludzie mają większe potrzeby niż pakiet :all inclusive" w Netflixie. Czy też, chcą zobaczyć coś na żywo, a nie tylko w Google Maps.